wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 8 Ja już tak nie mogę

Siedząc tak na tym ganku myślałam o tym durnym śnie. Jak to się stało że najpierw gadałam z Gavrinem a potem z Nienacka wyskoczył Filip? 
Słońce powoli budziło się do życia gdy nagle poczułam czyjeś ręce na moim ramieniu!
Odwróciłam głowę a za mną jak wryty stał Gavrin ciągle mi się przypatrując. 
-Hej koleżanka!-Kiedy to wypowiedział momentalnie ujrzałam przed oczyma wydarzenia z ostatnich dwóch tygodni. Ja nie przyznałam się do miłości jaką darze Gavrina, nie było tego cholernego wypadku a przede wszystkim nie było NAS! 
Szatyn ulokował się koło mnie i powoli wpatrywał się  w słońce, które już było na błękitnym niebie.-Jak tam ci minęła noc?-zapytał a ja tylko wzruszyłam ramionami. No bo co ja miałam mu powiedzieć? Że niby śnił mi się on, nasze erotyczne scenki+ do tego wisienka na torcie.Widok mnie nagiej. Oj nie! To nie wchodziło w grę!-Aj bo koszmary od kilku dni mam, nie śpię za dobrze!-wyżaliłam się mu-No co?-powiedziałam widząc jego oschłą minę-Coś taki zażegnany? Żyłka ci pękła, czy jak?-zapytałam.
-Po prostu mam wrażenie że przez te czternaście dni mnie unikasz, że nie chcesz ze mną pogadać. Nie wiem jak mam do ciebie przemówić, że to co wygaduje Ana jest kłamstwem?
-Ale ja nie mówię że chciałam cię unikać, tylko zrozum ze chcę wrócić do domu, do zamku, mojego życia! Czaisz? Chcę znów wpatrywać się w ornamenty na suficie, i...
-a czy ci jest tutaj źle?
-nie, po prostu brakuje mi pogróżek mojego ojca! No a przede wszystkim pouczania mojej mamy!
-a zastanawiałaś się jakie to będzie trudne? 
-słuchaj ja całe swoje życie uważam za trudne. Nie chcę nikogo znać kto by mnie nie znał.
-powiedz...-urwał w pół słowie gdy zobaczył lekko podenerwowanych strażników stojących tak ze trzy metry przed  nami.-Te psy mogłyby się tak ciągle na nas nie gapić! -sykną do mnie jak najęty.
-Gavrin wszystko jest ok?
-TAK!-Krzykną a ja przeraziłam się i odskoczyłam na bok, gwardziści widząc to szybko podbiegli do mnie chroniąc mnie.
-Gavrin, czy coś ci się stało?
-Jasne że TAK! -Sykną i poszedł prosto przed siebie przyspieszając tępo!
-CO SIĘ Z TOBĄ DO CHOLERY DZIEJE! ???? -Warkłam do niego z całej siły lecz mnie nie usłyszał.-MAM CIĘ DOŚĆ ROZUMIESZ? WOLĘ ZGINĄĆ W RĘKACH SINEAD'A NIŻ PATRZEĆ NA CIEBIE!-powtórzyłam krzyk i tym razem odwrócił swoją głowę  w moją stronę, popatrzył się na mnie z pode łba i po chwili zawrócił w mim kierunku.
-Co ty se myślisz?-jękną przeraźliwie- że jestem aż takim idiotom za jakiego mnie uważasz? Myślisz że nie wiem o tych twoich  snach ze mną i Filipem w roli głównej? O tym jak niechcący podpatrywałaś mnie nago w wannie?
-To raczej chyba ty!-rzekłam a raczej warkłam- to ty mi się śniłeś, ty mnie widziałeś nago a potem krzyczałeś na mnie jakby ci  coś się stało! Tylko mi nie mów że w tym samym czasie śniło nam się coś podobnego, bo później uznam to za jakiś szajs!
-Ja...

*W tym samym czasie na zamku*
Rozzłoszczony Sinead krążył po zamku nieubłaganie, był wściekły że do tej pory nie odnaleźli Angeliny w lesie "Przecież las jest ogromny, to po jakie chy, ona mogłaby się w nim ukryć, jak?"
Władca otacza ostatnie okrążenie po dziedzińcu zamku i udaję się do swoich komnat by jeszcze raz przeanalizować  wszystko po kolei.
-Gdzie ona jest!-Sinead rykną przeraźliwie rzucając nożem w portret królewny-Przecież nie mogła rozpłynąć się w powietrzu! 
-Wasza mmiłośćć wwyybbaacczzyy.... aallleee...
-Czego chcesz?-rzucił w strone poddanego-nie widzisz że jestem zajęty?Oby było to coś dobrego, nie jestem dzisiaj w najlepszym humorze!
-Nasi żołnierze znaleźli dzisiaj tą chustę  w lesie na wypukłych skałach!
-przecież to chusta księżniczki, to już coś! To już coś!-władca przeszedł przez całe pomieszczenie myśląc nad czym, czymś ważnym dla jego głowy. Po chwili zatrzymał się przy portrecie Angeliny i lekko pogłaskał jej policzek.
-Kiedy cię odnajdę będę mógł wreszcie się z tobą ożenić! 
***
Witam was moje pyśki, dzisiaj tak o to przestawia się kolejny beznadziejny rozdzialik. Jak widzicie coś dzieje się pomiędzy Angie i Gavim, widzimy również kawałek z perspektywy Sinead'a i cóż on może kombinować? Co podejrzewacie?
Kolejny rozdział pojawi się po świętach a więc żegnam się z wami i widzimy się już po świętach :* 
Buźki ślę 
Kriss<333

niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 7 Niezamieżany sen







Szłam sobie spokojnie na spacer gdy nagle z tyłu podszedł mnie Gavrin i delikatnie złapał mnie w tali, obrócił mnie tak że stałam do niego twarzą. Jego uśmiech był głęboki a potem delikatnie musną moje usta.
-A co to za napaść w biały dzień?
-Moja kochana siostra  powiedziała mi że wybrałaś się na spacer, zrozum że się o ciebie martwię i na serio nie chcę abyś chodziła sama po lesie.
-ale nie musisz się o mnie martwić, jestem już duża!
-Ach...  czyli moja mała dziewczynka się już nie boi?
-no oczywiście że...nie!-powiedziałam żartując sama z siebie.- może i masz racje ale swoją godność mam!
-Słucham?-zapytał  troszeczkę zirytowany.- Co ja znowu zrobiłem nie tak?
-A kto wczoraj mnie podglądał?
-To było niechcący! Przepraszałem cię chyba z tysiąc razy,jak nie więcej!
-To było już trzeci raz, wiem że, kuszę ale nie musisz być aż taki upierdliwy!-powiedziałam i przyśpieszyłam tępo. To prawda, Gavrin przez ostatnie trzy dni "przez przypadek" wchodził do mnie, akurat, kiedy to albo byłam pół naga albo, w ogóle się kompałam, nie zmieniało to jednak faktu, że, tak ładnie mówiąc, wpychał się w moje prywatne życie. Ostatnio nawet twierdził że nie wiedział o tym i, że był to wypadek. Wypadek, który kosztował mnie wstydu i poniżenia przy drugiej osobie!
-Wiem że kusisz, ale zrozum że cholernie mi się podobasz i teraz pewnie podasz mi ciętą riposte co do tego,że nie powinniśmy przyśpieszać naszego związku bo jest to za wcześnie? Takie gierki to nie dla mnie, może Filipowi się to spodoba ale napewno nie mi! -No i bądź tutaj mądry, facet bez poczucia humoru z nutką kłamstwa. Jeżeli on myślał że po dwuch dnia nie jestem w stanie z nim zerwać to się grubo mylił. Wiem że teraz będą mówić o mnie dziwka, która raz się z nim mizia a raz nie, która jest z nim tylko dla seksu ale czuje się inaczej i po dobrych dwóch dniach z nim zrywa bo nie czuję tego samego co na początku, to są w błędzie. Jeżeli trzeba będzie wszystko im powiem....- a poza tym teraz mi niby powiesz że z nami koniec?
-błagam cię, fakt, podobasz mi się ale z innej perspektywy-albo z drugiej strony bo na to samo wychodzi- my nawet nie byliśmy razem!
-Co ty mówisz?-zapytał zdenerwowany. Co ja mówię, wkurzony- A co zdarzyło się w nieprzeszły tydzień? To było nic?
-To było impulsowe nigdy bym się nie poddała pokusie!-powiedziałam pewna siebie- a ty co tak stoisz? Nie widzisz że idę?-on nagle znieruchomiał ale po chwili zsuną mi się z drogi.
-ZKNOCIŁAŚ SZANSE NA BYCIE Z JEDYNYM POCIĄGAJĄCYM FACETEM NA ŚWIECIE!-Na te słowa odwróciłam się na pięcie i ujżałam twarz...Filipa?? Co było grane? Najpierw widziałam Gavrina a teraz on?
Czy to mi się śni czy stało się to naprawdę? 
Gwałtownie zobaczyłam szarą mgłe a potem za nim się nie zorientowałam siedziałam na łóżku ciężko sapiąc. Byłam cała spocona, moje włosy były ciężkie od ilości potu. Nagle zorientowałam się  że był to sen, cała ulga, ale... czy to wszystko było snem?
                                                       ~*~
Spojrzałam na zegarek, który wybił szóstą nad ranem. Zniechęcona spaniem wstałam z wygodnego łóżka, założyłam na siebie fioletowy satynowy szlawrok i powoli wyszłam na zewnątrz gdzie jeszcze panował półmrok. Usiadłam na schodkach na ganku i myślałm nad tym durnym snam, co on w ogóle miał znaczyć?
Dwóch zalotników i jedna łatwa zdobycz? Czy to nie jest jakieś porypane? Na mysl przychodziły mi tylko ostatnie zdażenia z tego snu "...ZKNOCIŁAŚ SZANSE NA BYCIE Z JEDYNYM POCIĄGAJĄCYM FACETEM NA ŚWIECIE!-Na te słowa odwróciłam się na pięcie i ujżałam twarz...Filipa?? Co było grane?" Czy ja na serio taka jestem, czy to tylko złudzenie, które są moimy myślami?
CO JEST GRANE?
                                                       ~*~
No nareszcie ten 7 rozdział, wiem że w co niektórych momentach przesadziłam z tekstami ale taką miałam wizje. W kolejnym rozdziale wszystko się wyjaśni. Jak zauważyliście, zmieniłam szabonik, cudny prawda? Mi się bardzo podoba a wam?
Ok już niedługo powstanie zakładka "Zapytaj Bohatera" w, której będziecie mogli pytać o wszystko na co chcielibyście znać odpowiedz. Ok... ja kończę i widzimy się niebawem  :*
5 komętarzy=kolejny rozdział Buźki :**
Kriss:**

piątek, 12 grudnia 2014

Informacje.

Na dziś mam taką szybką notkę gdyż nie mam za bardzo czasu. Mam straszne urwanie głowy. A więc, mam kilka spraw do wyjaśnienia. Mianowicie, kolejny rozdział dodam jutro w przeciągu godziny 14-16  a w niedzielę  dodam OS czy jak to mówi moja znajoma "Miniaturkę". A co do moich znajomych ostatnio wczytałam się w ich opowiadanie na temat Harr'ego Pottera i od razu z góry polecam blog Sofi i Loli http://po-prostu-ty-i-ja.blogspot.com/ dziewczyny, piszecie genialnie i naprawdę nie wiem czemu bałyście mi pokazać waszych cudownych opowiadań.
Teraz chciałabym zapromować mój blog, który piszę z moja "siostrą" i drugą "siostrą", jest to opowiadanie tym razem z zakresem One Direction i nie wiem ja to ująć ale idzie mi w nim kiepsko. Prosiłabym o odwiedzanie nas lub komentowanie, byłabym wdzięczna wam za to :*
Co do LBA odpowiem na nie nie dziś nie jutro a postaram się w niedziele, przepraszam was za to! Serdecznie, całuski śle Angel :**

piątek, 5 grudnia 2014

Święta na Zamku! (One Shot)

Powoli zbliżają się święta i trzeba wszystko załatwić. Na zamku trwają przygotowania. Korytarze wypełniają  się świątecznymi zapachami. Jako że wszystko zwaliło się na moją głowę ani razu nie mogłam sobie odpocząć!
Od samego rana w mojej komnacie trwa nieład. Nagle jak wryty w progu mojego pokoju staje Gavrin, który bezustannie nabija się z każdego mojego ruchu. Odwracam głowę i patrze na niego z pode łba. Dalej się nabija!
-Można wiedzieć, Wasza Wysokość, co cię tak śmieszy? - zawołałam i podeszłam do niego by popatrzeć mu w oczy.
-To to, że moja droga żona wszystko robi z taką niezdarnością a do tego tak słodko wyglądasz...
-Ha, ha, ha. Ty nie bądź taki hop do przodu! Ty lepiej bierz się do roboty. Za tydzień są święta i trzeba to wszystko ogarnąć, położyć kwiaty na grobie taty, pojechać do twojego taty i siostry. Właśnie a co do niej, to widziałeś ją może?
-Tak... widziałem ją w .... yyy!!!- Gavrin zrobił minę jakby kogoś zastrzelono. Zaraz potem stwierdziłam że poszła z gwardzistami szukać odpowiedniej choinki która miała stanąć w sali balowej. Szybko wybiegliśmy z biblioteki i poszliśmy w stronę dziedzińca gdy usłyszeliśmy rozbrzmiewające trąbki.
-Wasze miłoście, nie zgadną państwo jaką dużą znaleźliśmy choinkę! To dzięki księżniczce Anabel!
-Bracie, ale była zabawa! -krzyknęła z oddali mała szatynka!
-Więcej mi tak nie rób! Jasne? Bałem się, jasne?
-No już, Gavi, już spokój. Bawiłaś się dobrze?
-Oczywiście i nie wiem po co taka panikę siejesz! Ogarnij się chłopie!
-Po prostu  żyć  i umierać! Mam dom, rodzinę i dwie baby, które zawsze mnie nie słuchają! Nawet teraz! Ekstra!
Ja i  szatynka zaśmiałyśmy się a Gavi cicho zamruczał i poszedł w swoją stronę.
Choinka powoli stawała się świecąca i błyszcząca. Bombki zawisły a było ich chyba z dwieście. Łańcuchy i lampki zaczepiły się delikatnie na gałązkach a na samym szczycie, choinkę  zdobiła gwiazda.  Dziś po południu pierwszy raz zabłyśnie!
                                                                           ***
I tak o to przygotowałam dla was niespodziankę typu OS typowo świątecznego. Jak widzicie zdradziłam rąbek tajemnicy dotyczący przyszłości głównej bohaterki. Wiem że nie potrzebnie to zrobiłam ale przecież niedługo święta i no trzeba by było coś napisać. Oczywiście nie jest to cały OS gdyż podzieliłam je na cztery max pięć części. Na kolejną poczekacie jeszcze z tydzień.
Pozdrawiam Kriss:**           

środa, 3 grudnia 2014

Rozdział 6 "To nie tak miało być"




 Dla Patrycji-Mojej koleżanki która wręcz uwielbia opowiadania miłosne!



Nadszedł poranek, słońce dostało się do mojego pokoju. Za nim się ine obejżałam ktoś mi się przygladał. Otworzyłam powoli oczy i w panującym półmroku zobaczyłam Anabel. Siedziała na mojim łóżku i szczeże się do mnie uśmiechneła.
-Dzień Dobry- zawołała, podniosła się i wstała by podać mi dłoń!-Jak się spało?
-przyjemnie a tobie?
-Doskonale!-żekła i po chwili jej mina bardziej się uśmiechneła- A teraz-dodała- powiedz mi jak tam noc?
-A jam miała być?
-Wczoraj wybiegłaś z płaczem. Na szczęście mój brat...
-No właśnie twój brat. Obawiam się że moje uczucia do niego...
-Rosną?-Dokończyła za mnie dziewczynka. Pokiwałam głową i z wrażenia usiadłam po turecku na łóżku.-Byłam tego pewna, jak świnia niebo. Wiesz mogę mu powiedzieć...
-nie nic mu nie mów! Jasne? Nic co mogło by dać mu satysfakcje do tego że może mnie zdobyć. A najciekawsze jest to że mnie znowu okłamał!
-Przecież znacie się prawie trzy dni, to jakim cudem mógłby cię okłamać?
-Jest coś, o czym nie wiesz! Ja znam go juz od dawna lecz nie dałam sobie sprawy że może być on!
-Zamieniam się w słuch!
Popatrzyłam na dziewczynkę. Na jej twarzy nadal malował się uśmiech. Jak ona to robi?
Opowiedziałam jej w skrócie jak to kiedyś było, omało jej oczy nie wyskoczyły z gał. Miała taką mine jakby pewnośc siebie od niej odeszła! Może i faktycznie nie chciał sie przyznać ale ja wiem że to on, nawet Analbel potwierdziła że w szkole Gavrina przezywali go "Sokół" i moje podejżenia się sprawdzają.
                                                                            ~*~
Dzisiaj po południu połowa mężczyzn  z wioski (w tym i Gavrin) poszli na przeszpiegi do lasu więc w domach zostały tylko kobiety i dzieci, które postanowiły urządzić na rynku jakąś potańcówkę.
Westchnełam ciężko i z nudów postanowiłam sie tam wybrać.  Akurat trafiłam na środek imprezy. Kobiety i dzieci tańczyły tak ładnie i elegancko że teraz przypomina mi się dzieciństwo. Stanełam cicho przy jednym drzewie i obserwowałam je. Tak śmiesznie tancząc nie znikały z ich twarzy uśmiechy. Po paru minutach muzyka ucichła a tańczące osoby zatrzymały się.  Wszystkie głowy odwrócone były w moim kierunku.
-Nie przerywajcie sobie! Nie zwracajcie na mnie uwagi!- powiedziałam cicho i spokojnie jednagże nie posłuchali mnie. Jakaś dziewczynka wzieła mnie za ręke i poprowadziła mnie ku całej grupie dziewczyn-Ale ja nie potrafię tańczyć! Jestem w tym kiepska!-dodałam a one się zaśmiały.
-Proszę się nie przejmowac, niech Wasza miłośc naśladuje nas. Lewa noga do boku a prawa do tyłu. Podskok i obrót. Potem wysoko ręce klask i łapiemy się za biodra potem lewa ręka i prawa wymachuje. I tak w kółko! Dasz sobię radę!
-No dobrze, spróbuję!-zaczełam żwawo wymachiwac nogami i podskakiwać. Moje kończyny wariowały jak nigdy wczesniej. Bawiłam sie na całego i teraz mogłam oderwac się od rzeczywistości zapominając o panującej w kraju wojnie.
                                                                            ~*~
Ktoś strzelił ze strzelby!
Muzyka ucichła, wszyscy zatrzymali się i stali bez ruchu. Nagle w bramy wioski wbiegł jakiś wysoki mężczyzna, który wywoływał głosno i wyraźnie lekarza
-GDZIE JEST LEKARZ????
-Został w swoim gabinecie!-odpowiedziała stojaca koło mnie kobieta. Miała ciemno różową sukienke a w jego koga był wpięty kwiat.-Cuz się stało?
-BYŁ WYPADEK1 GDZIE JEST DOKTOR??
-Już jestem, co się stało?-zawołał doktor ubrany w biały kilt-kto miał wypadek!
Mężczyzna stał jak skała. Nie ruszał się ani nic nie mówił. Zaraz za nim Dwuch innych mężczyzn niosło kogoś na noszach. Brunet wskazał na niego palcem!
-On-wduka, spojżałam na nosze i po jednej chwili zobaczyłam te duże zielone oczy co u Gavrina. Nie uwieżyłam w to. Podeszłam bliżej. Nagle zoriętowałam się że ta kobieta w różowej sukience żwawo podbiegła do niego i zaczeła płakac. Raczej nie wydawało by się że byli razem to musiała być jego matka.
-GAVRIN, synku co się stało?-zawołała kobieta.
-Nic mi nie jest mamo, tylko trochę oberwałem-powiedział szatyn wymuszając uśmiech. Był cały obity. Podeszłam jeszcze bliżej by zobaczyć co się stało. Stanełam jak wryta jego klatka piersiowa krwawiła.
-O Mój Boże...- powiedziałam na tyle głosno że usłyszała mnie ona i jej syn- Kkkttooo cii too zroobiiłł??
-Nie przejmuj się mną nic mi nie jest.
Dwaj mężczyźni zaprowadzili nosze do jego domu. Cały czas szłam z nim ramie w ramie trzymając jego dłoń w uścisku. Gdy dotarliśmy, lekarz kazał nam wyjsć.
Po dwudziestu minutach lekarz wyszedł i oznajmił że Gavrin chciał porozmawiał tylko ze mną. Z nikim innym!
Byłam lekko zmieszana i sflustrowana ale weszłam do środka. Niepewnie stawiałam kroki w pokoju w którym znajdował się Gavrin. Przyklękłam koło jego łóżka i złapałam go za ręke nie mając zamiaru jej wypuszczać.
-To nie tak miało być!-powiedziałam a z oka poleciała mi łza-To powinnam być ja a nie ty, ci cholerni południowcy nie zdają sobie z niczego sprawy! Z niczego!
-już nie płacz. Nie płacz, proszę!-żekł Gavrin tak cicho że wiedziałam co mam zrobić.  Nachyliłam się nad nim i delikatnie musnełam jego usta. Odwzajemnił go ale tym razem mocniej. Wiedziałam że przerodzi się w coś głębszego ale nie pozwoliłam mu na to i szybko oderwałam się od tego pocałunku. W moich oczach napłyneły łzy, chciałam wyjść ale moje serce kazało mi się  zatrzymać.
-Wiesz co jest najgorsze?-zapytałam a on pokiwał przecząco głową- To to że się kocha dwie osoby naraz, że nie wie się kogo ma wybrać.
-No i w czym problem?
-W tym że się zakochałam. Nie w Filipie a w tobie! Cholernie mi się podobasz... słyszysz?
-Jak, to? Ja sądziłem że...
-To źle sądziłeś!-uradowana podeszłam do niego i go mocno przytuliłam-chżanić zasady. Nie interesują mnie! Chce być z tobą! A ty?
Gavrin zastanowił się przez chwilę i westchną cięzko! Szybko zorientowałam się że nie może oddychać. Odsunełam się i spojrzałam w jego zielone oczy.
-ja również chcę z tobą być!
——————————————————
No w końcu coś dodałam... ale wiecie jak to jest. Nauka....
Ok już niedługo cierpliwie czekacjcie na notke poświęconą os. Będzie prawdziwa bomba!
Pozdrawiam Kriss:**

piątek, 28 listopada 2014

Informacja

Przepraszam za moją nieobecność ale niestety nauka mnie pochłoneła i nie mogę wchodzić na neta. Jutro dodam kolejny rozdział i myślę że na te chwilę będziecie mnie odwiedzać. Liczę na to
Pozdrawiam Kriss:**

poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 5 "Nie płacz,jestem przy Tobie"


 
Ten Rozdział Dedykuje moim znajomym z Klasy. To dla was koledzy :*
 
 Staliśmy tak przez dłuższą chwilę tuląc sie do siebie i nie martwiąc się niczym. Nagle zorientowaliśmy się że nie jesteśmy sami mianowicie cały czas wymieżał na nas wzrok.
 
-ychym-otchrząkną Filip- przepraszam że przeszkadzam tak piekną chwile-. powiedział ironicznie- ale chciałbym powiedzieć iż ktoś chcę się z tobą zobaczyć.
-aha...-dodałam-a kto?
-chodz i się przekonaj-Filip wzią mnie za ręke i popchną w strone mojego domku.
-możesz mi wytłumaczyć-powiedziałam już lekko rozzłoszczona-Puść moją ręke! Co ci odbiło?-Wrzasnełam- Od kat uciekliśmy od zamku ty jak jakiś choleryk czy coś, narzekasz na wszystko. Nie udawaj.Wiem że jesteś zazdrosny!
-Kochasz go?
-Kogo?-powiedziałam i zaraz mnie olśniło-Czekaj,nic nie mów. Nikt nie chciał ze mną gadać. To był tylko blef! Proszę cię-błagałam- powiedz że nic do mnie nie czujesz? Prosze powiedz.
-Nie  mogę tego powiedzieć. Podobasz mi się! Nie zaprzecze tego! Kocham cię i gdy widzę że bardziej wolisz jego to mam wrażenie że zaraz wybuchnę! Co ty w nim widzisz? Co on może ci kiedyś dać?
-Miłość! Miłość, którą ty na mnie wymuszałeś. A jeżeli wybrałabym go a nie ciebie? Co byś zrobił?
-na pewno bym się nie poddał.
-To jesteś w błędzie! Nie chcę być z kimś, kto mnie ignoruje! Czemu taki jesteś. Czemu jak wyszliśmy 'uciekliśmy' z pałacu ty  zaczołeś zachowywać się jak ostatni idiota?
-Po prostu... nie odpowiada mi wiejski ani dziki klimat. To nie dla mnie.
-i to jest ten powód? Powód z przyczyn takich że jesteś kompletnym  idiotą-rzuciłam w jego strone i pobiegłam w stronę domku.
 
                                                                ~*~
Szłam przez polane ,która prowadziła do mojego domku.Było ciemno.Praktycznie nic nie widziałam. Nic co mogłoby mnie naprowadzić na jakiś oswietlony teren. Nagle zobaczyłam na niebie piękny księżyc któremu toważyszyły gwiazdy. Stałam tam jak wryta i gapiłam się w niebo. Szkoda tylko że nie potrwało to długo.Usłyszałam jak ktoś mnie woła. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam Gavrina biegnącego w moją strone.
-Angie, wszystko jest ok?-podszedł bliżej i mnie mocno przytulił-co on chciał od ciebie?Usłyszałem jak krzyczysz?
-a to było kierowane do Filipa.Rospusta bardzo bogata!
-a ty?
-a ja okrzyczałam go że wolę...
-...wolisz mnie od niego?-zatkało mnie od środka gdy usłyszałam to co usłyszałam.-co zdziwiona?Nie patrz tak na mnie, wiem co mówię.A ty tak nie sądzisz?-zapytał tak czule że nie mogłam mu odmówić-Powiedz ze tak nie jest? Jeżeli nie,to odpuszcze!
-Gavi-powiedziałam- ja chciałabym ci powiedzieć że tak. Jest tak jak mówisz i nie zaprzecze tego co do ciebie czuje. Nie wiem z kąt cię znam ale nadal przypominasz mi tego małego chłopca z lasu. Gdy cię jżałam nie sądziłam że to możesz być ty. A teraz wiem że naprawdę to ty,Gavrin Benson.Mały chłopiec .Nieśmiały ale zarazem odważny. To w nim się zakochałam i nadal jestem,ale...
-Ale, co?
-Ale jestem księżniczką i gdyby moji rodzice wiedzieli...
-ale twój tato nie żyje a o ile wiem to twoja mama nie jest taka jak twój tato? Co przeszkadzało by nam do drodze ku szczęściu.
-... to jest wbrew zasadą,wbrew regółą i wbrew wszystkiemu co ... -nie skończyłam mówić a on ują moją dłoń swoimi rękoma, przysuną mnie do siebie bliżej i delikatnie musną moje usta. Oczywiście oddałam pocałunek.
Zaczą padać deszcz.
Było tak pieknie tak cudownie że teraz dopiero poczułam się jak księżniczka. nie mogłam w to uwieżyć. To działo się za szybko. Zdecydowanie za szybko... Do moich oczu napływały mi łzy.
-Ciii-uspokojił mnie Gavrin-Nie płacz ,jestem przy Tobie. Zawsze!
Znowu się rozpłakałam ale tym razem ze szczęścia.
-Gavrin?
-Tak!???
-To dzieje się za szybko, zdecydowanie za szybko! Za szybko!!!! Nie mogę!-oderwałam się od uścisku i pobiegłam do domku. Weszłam na ganek i już łapałam za klamkę gdy Gavrin krzykną "KOCHAM CIĘ" jednak złapałam za klamkę, weszłam do domku i zatrzasnełam za sobą drzwi.
_________________________________________________
No nareszcie pierwszy pocaunek księżniczki i Gavrina. Ah... ale nie jest tak do końca tak jakbyście chcieli, co? Przepraszam ale to dzieje się zdecydowanie za szybko! Co? No i jak wam się podoba?
Pozdrawiam Kriss:**

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 4 "Legenda o Niebiańskim Smoku"


Dla mojej kochanej smoczycy i płomiennego chłopca.
Wiktoria i Marcel. Jesteście szaleni!

Gdy tylko usłyszałam cichy dziecięcy głos odrazu ujżałam małą dziewczynkę w długich bląd włosach spiętych w kucyk. Mogłam tylko przypuszczać że ktos był bliską osobą dla Gavrina.
Nie myliłam się.
Była to jego siostra. Nie musiał wcale mi o tym mówić gdyż zauważyłam ten sam boski uśmievh jaki miał Gavrin. Uśmiechnełam się szeroko na myśl że oboje się kochają. Oczywiście jako rodzeństwo
                                                                        ~*~
Anabel-tak miała na imie jego siostra- była bardzo miłą dziewczynką. Praktycznie przez połowe drogi śpiewałyśmy melodie z dawnych czasów i te nowe. Nagle Ana poprosiła mnie żebyśmy zeszły na tył by pogadac na osobności, zgodziłam się ale mówiąc jej że nie do konca zostaniemy same, tak jak się obawiałam dwoje gwardzistów szło za nami,pilnując nas.
-a więc co się stało?-szepnełam a małej zaświeciły się oczy.
-wiesz czemu mój brat tak mi się podlizuje?-również wyszeptała,pokiwałam przecząco głową- ponieważ on na ciebie leci. To widać.
-co ty mówisz? Jesteś tego pewna?-patrzyłam się Anie prosto w oczy i wyczekiwałam tylko jak pokiwa przecząco głową. Czekałam,czekałam i czekałam i nic. Ona tylko lekko się uśmiechneła i mówiła dalej.
-Wiesz, mój brat miał dziesiątki dziewczyn ale jeszcze nigdy nie widziałam go w podobnej sytuacji ale...
-tak nawiasem mówiąc, ile ty masz lat?
-jedenaście, ale niema co przerywać rozmowy.Wam , dorosłym się wydaje że my jesteśmy za młodzi do miłości ale to głupstwo! Jaka jedenastoletnia osoba nie zauważy że jej brat się zakocha? Ja to poprostu widzę, jesteś księżniczką i...
-no właśnie księżniczką!
-i co mu w tym przeszkadza?To nie wystarczy tylko miłość?-umilkłam na chwilę by wszystko sobię idalnie poukładac. Zatanowiłam się ile ta mała wiedziała o miłości. Było zdecydowanie za duzo kazania.Jeszcze ze strony dziecka.
-Kochana, uwież mi że w miłości jest potrzebne zaufanie. A w moim przypadku dochodzi jeszcze do zobowiązania się do korony. Szlag by to wzią, te wszystkie zasady ale teraz gdy ja i...
-ten arogant?
-No tak jagby, ale nie pomijając tego to całkiem miły chłopak.
-a tak propos to on nie za bardzo jest fajny. Ciągle tylko nażeka. Co jest takiego złego w mieszkaniu w dziczy?
-w tym problem że dla niego wszystko.
-od ile go znasz?
-od niecałego tygodnia. Miałam z nim wziąść ślub ale niestety ... ten atak z nienacka.
-uf!!!-powiedziała mała-uff!!!
-co się stało?
-na całe szczęście że nie było tego slubu! A jaki atak??
-nic o tym nie wiesz? czy może dlatego że nie macie wieści od nikogo?-pokiwała przecząco głową-a więc w takim razie mój dom, czyli pałac, został zaatakowany przez frakcje południową. Zawsze wydawało mi się że te ataki przez miniony miesiąc z ich strony to zwykły bunt ale teraz rozumiem że robili to specjalnie.Szykowali się na to,rozumiesz. A kiedy tego doczynili to skończyło się na tym że mój dom stał się ich kwaterą główną, moją matke uwięzili a ojca zabili...-ostatnie słowo powiedziałam ze łzami.
-już nie płacz, wszystko będzie ok.-teraz mówiła trochę głośniej,chyba specjalnie-pomozemy ci odzyskać dom,prawda? Gavrin?
-oczywiście!-krzykną uradowany!
-cała frakcja północna jest z tobą!
-dziekuje wam!
                                                                               ~*~      
Nie mogę w to uwiezyć! Zyskałam już poparcie we frakcji północnej. Zyskałam kolegów.
Właśnie wracamy z rozmowy u wójta wioski, który z miłą chcecią zaprosił nas na rozmowę. Wioska jest dość duża,piękna,malownicza i spokojna.Jedyne co mnie zdziwiło to to że oni żyją swoim życiem jakby nic ich nie martwiło a pośród drzew ukrywają się. Podobno jest legenda o Niebiańskim smoku" , Który kiedyś uratował ich od zła. Ja raczej w takie bzdury nie wierzę ale dla nich zrobiłam wyjątek i przełamałam lody jaką była ta historia i wsłuchałam się w nią tego wieczora przy ognisku gdzie cała wioska się zeszła jak co sbobotę wieczór na rynku by opowiadać i zajadać się czym da.
-teraz moi mili goście, chiałym przectawić wam naszego gościa-oznajmił wójt-wasza wysokość, jesteśmy zaszczyceni waszą obecnością. Czy możemy prosić o krótką rozmowę. Czy możesz przemówić do nich?
-może kiedyś indziej,przepraszam was ale jestem strasznie ciekawski tej legendy, nigdy jeszcze jej nie słyszałam.  Czy mogę prosić o opowieść?
-och... oczywiście że tak. Z miłą chęcią. To kto ją z państwa opowie?-powiedział wójt ktoś jest chętny? 
-ja z miłą chęcią. -patrzyłam jak Gavrin podchodzi do przectawiciela władza usiadł na kanapie,wziąć do ręki mikrofon i zacząć opowiadać. Wszyscy się wsłuchali.
"Dawno , dawno temu. Gdzieś gdzie nie dosięgał ludzki wzrok istniały nadnaturalne i nadzwyczajne osoby. Były to czarownica,elit,karały,wróżki, nimfy, wilkołaki i wampiry pół krfiste a rządził tym światem niesamowite stworzenie. Był to smok. Niebiański Smok, który jak głosi legenda był mądry,poczciwy,uczciwy a złaszcza sprawiedliwy. Nic nie mogło się z nim równać... pewnego dnia, kiedy to wszyscy udali się na drzemkę do ich świata wtargną nieproszony gość. Był to chytrus i nędznik o jakim się mówiono. Ukradzione on złotą gruszkę ,winę zwalił na wampiry. Od tego zaczeła się cała sprzeczka. Wampiry zaprzeczały i oskarżano wilkołaków a oni skarżyli na elfy i karły-mówiąc o ich nie najlepiej - a zaś oni obwiniali nimfy. I tak w kółko. Niebiański Smok widzący to rzucił na ich wioskę klątwe , która przyczyniły się do utraty nadludzkiej mocy i stworzenia z nich zwykłych ludzi. Legenda głosi że w miejscu w którym była stara wioska zbudowała się nowa a istoty nie z tego świata stały się częścią naszego. Podobno gdy nadejdzie ostatni godzina, Niebiański Smog powróci by uratować swój lud aby już nigdy nie zarzyli smutku i gniewu a tym któży widzą że naprawdę się stanie Smok ich wynagrodzi. KONIEC!!! "
 Nie wytrzymałam napięcia i wybiegłam z rynku kierując się na ganek mojego domku. Do oczów napływały mi łzy tysiąc razy większe niż kiedykolwiek w całym moim życiu. Ta legenda była czymś w rozdaju moich wspomnień z ostanich wydażeń. Usiadłam na bujanym fotelu ,złożyłam ręce w dłoń i łkałam w nagorsze.
Po sekundzie poczułam jakiś dotyk.
Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam Gavrina jak delikatnie głaskał mnie po nodze. Później wzią swoją dłonią wytarł mi łzy i bez ostrzeżenia przytulił mnie. Moje nogi odruchowo wstały a nasz przytulas stawał się coraz to głębszy. Nie mogłam się od jego torsu 'odklejić' więc stałam tak tuląc się do niego i wdychając jego zapach.
-Jeżeli ta legenda... zmartwiła cię czymś to uwież mi, nie zrobiłem tego celowo!
-Ale to nie...-łza nałpyneła mi do oczu- ...nie twoja wina. Poprostu przypomniały mi się ostatnie wydażenia i... tak jakoś zaczełam płakać. Dziękuje że tutaj jesteś.-On nic nie powiedział ale za to mocno do siebie przytulił. Czułam się beztrosko,spokojnie, bezpiecznie a przede  wszystkim umiałam się opanować co do moich łez.
Poczułam jak Gavin całuje mnie lekko w głowe.
Spodobało mi się to!
_______________________________________________
I Tak moi kochani przectawia się kolejny rozdział. Mam do was maleńką prośbę. Czy możecie pod tym postem zacytować   Wasz najlepszy momęt z tego rozdziału? To będzie takie ćwiczonko + do tego mam pytanka
1.Czy Gavrin wreszcie wyzna jej miłość.
2.Czy Filip ma czuć się zagrożony?
3. Kto dostanie list składający, kondolencje?
Te pytania nie są związane z tym rozdziałem,przynajmniej nie ostanie. Możemy tylko strzelać i trafić lub nie. Powtażam.Jest to wyłącznie ćwiczenie!!!
Pozdrawiam Kriss :*

poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 3

Ten rozdział dedykuję pięciu wspaniałym kobietą które pokazały mi że, nie warto się poddawać
Dziękuje Sky V. Dziękuje Vici B-Lover. Dziękuje Eunice. I Dziękuje Natali.
DZIĘKUJE DZIEWCZYNY ZA WSZYSTKO :* DZIEWCZYNY, JESTEŚCIE KOCHANE!


Szliśmy wystarczająco długo aby zorientować się że przez te trzy dni marszu w stronę obozu frakcji północnej mogliśmy czegoś dowiedzieć o naszych obywatelach.
Okazało się że frakcja północna nie chcę obalenia monarchi jak w zwyczaju to ma frakcja południowa. Chce zniesienia wysokich podatkuów z którym mogliby żyć o wiele lepiej i spokojniej. Moje przypuszczenia okazały się słuszne! Gavrin był w ciężkiej sytuacji nie tylko miłosnej ale też rodzinnej. Powiedział mi że byłby w stanie zaryzykować i ukraść wszystkie potrzebne mu rzeczy. Załamało mnie słysząc to jakie ma o sobie mniemanie. Mówił tak o sobie źle że ja sama chciałam zrobić coś podobnego ja kradzież.
                                                                         ~*~
Brat Gavrina postanowił uprzedzić obóz o tym że ja mam zamiar ich odwiedzić więc, wyprzedził nas udając się na skróty przez dziczę ciemnego lasu jakim był Scáth Foraoise. Zanim jednak to zrobił poleciłam mu aby wzią ze sobą moich trzech gwardzistów. Odmawiał ale ja nalegałam. Po chwili zastanowienia zgodził się i znikł zanim powiedziałam ostatnie słowo.
Nastąpił wieczór, który wyglądał jak poprzednie dwie noce. Do obozu było dość sporo drogi więc mieliśmy postoje.
I znowu to samo.
                                                                          ~*~
 Gavrin dawał Filipowi radę jak porządnie rozwieść namiot a Filip sądził iż nie jest mu to potrzebne gdyż dobrze wie jak to się robi bo czytał o tym w książce.
I tak w kółko.
Co gorsze powodem do ich sprzeczki zawsze  jestem ja. I jakby nie patrzeć męczy mnie ich to ciągłe gadanie.
-No ale jak to miejsca brak? Przecież nie moge spać pod gwiazdami?
-No przykro mi stary, widac nie dla ciebie takie miejsce!
-przeciez ona musi mieć gdzie spać, tak? Przeciez kamień nie posłuży jej za poduszke czy łużko...a...
-Stary ona nie jest gorylem, opanuj się!
Nie wytrzymałam napięcia ,zerwałam się na równe nogi,wziełam koc i położyłam się na miękkiej trawie. Chłopcy patrzyli się na mnie jak na idiotę ale ja musiałam to zrobić. Od prawie dwuch dni nie sypiam bo ci ciągle prawią niezłe monoligi na temat czy jestem bezpieczna,gdzie i z kim powinnam spać(ale osobno) czy tu będzie wygodnie czy nie. Każdy troszczył się o mnie chociaz ja o to nie prosiłam, więc wielkie dzięki za taką troskę, gdzie nie mam kompletnego wyboru!
 
                                                                         ~*~
Jes noc.
Ciemna i ponura. Mgła utrzymuje się tak od godziny,nagle słysze odgłosy.Odgłosy dosć mi znane.
To nie był Filip ani jeden z gwardzistów. Był to Gavrin.
-cśśśś... nie chciałem cię obudzić.- powiedział tak czule jak gdyby nic. Czasami wydawało mi się że znałam go o wiele wiele dłużej niz Filipa.Wydawało mi się że to jednak on mógł być moim wybawcą. W mojej głowie roiło się tyle myśli, czy on też mi się podoba,czy on może miał kogoś?
Wstałam z trawy i usiadłam na kamieniu obok. Przyjżałam mu się. Po mimo ciemności zauważyłam jego idealną ryse twarzy. Zarost był świeży i nie  wiedząc czemu zaczełam na niego się gapić-Coś się stało?-jego słodki głos wyrwał mnie z moich myśli. Czy coś się stało? Ojjj tak! Stało się!
Zakochałam się!
-Nie nic się nie stało, poprostu pierwszy raz jestem poza pałacem... no może drugi!
-A kiedy był twój pierwszy raz?-zaśmiałam się-No co poważnie pytam!
-Kiedyś jak miałam dziesięć lat, mój świętej pamięci tato zabrał mnie na polowanie. -uroniłam jedną łze- pierwszy raz przekroczyłam próg zamku. Gdy byliśmy w środku lasu zgubiłam się i z tego co pamiętam uratował mnie jakiś chłopiec.
-Pamiętasz może więcej?
-Tak, pamiętam że był z wioski którą mój ojciec przekształcił na schronienie wojska. Pomógł mi. Miał brązowe włosy,cere tak śliczną ale to nic że ubłoconą. Pamiętam że przectawił mi się jako Sokół i nic poza tym. Bezpiecznie przeprowadził mnie przez las i na pożegnanie dał mi całusa. Chciałam mu podziękować ale poszedł za nim się zorientowałam.-Powiedziałam cicho- Ale wiesz... przypominasz mi go. Miał taki sam uśmiech co ty!
-Ja? Ja nie pamiętam bym kogoś uratował... no że chyba moją babcie jak potkneła się o kamyk-jednocześnie zaśmialiśmy się,może faktycznie to był on? Dziesięcioletni chłopiec z ubrudzonymi policzkami...może mi się tylko wydawało?-Poza tym nigdy nie miałem przezwiska "Sokół"
-No niech ci będzie, ale tylko mówię że mi go przypominasz!-rozesmialiśmy się w nieboskłony. Faktycznie przypominał mi on tego chłopca, ale niestety on wszystkiemu zaprzecza!
Ale wiem że kłamie!
                                                                         ~*~
Noc mineła spokojniej niż przypuszczałam.Obudziłam się -odziwo-wtulona w Gavrina. Nie wiedząc czemu tam się znalazłam, delikatnie wysunełam się z jego objęć. Stanełam na wpros namiotu i zobaczyłam nie śpiącego już gwardzisty. Uznałam że nie będe mu przerywać i poszłam do namiotu Filipa. Leżał tam tak słodko że nie miałam serca go budzić.
Wyszłam cicho z namiotu i znowu ujżałam gwardziste. Tym razem stał i cały czas wymieżał na mnie wzrok!
-Napatrzyłeś się już na mnie?-rzekłam a on zrobił mine jakby został przyłapany na gorącym uczynku-wiem że jestem piękna, ale no bez przesady! Proszę sobie znaleść inne zajęcie!
Gwardzista kiwną głową i wszedł do swojego namiotu.
Spojżałam na Gavrina,tak słodko spał.
Nie obudziłam go, wycofałam się o krok do tyłu i TRZASK .
Depnełam na gałązke. Gavrin obudził się czego nie chciałam żeby zrobił. Popatrzył się na mnie i gestem reki wskazał na kamień koło niego leżący.
-Dobrze spałaś?-zapytał a ja tylko pokiwałam głową. Siedziałam tak przez dłuższą chwilę. Nie mogłam oprzeć się jemu oczą. Mają taki blask jak dzienne światło.
                                                                         ~*~
Po godzinie szliśmy już ku kierunkowi gdzie znajdował się obóz. Ja Gavrin, Filip i trzech gwardzistów wlokło się tak powoli że nawet ślimak był wstanie nas dogonić.
-Alez piękny poranek-powiedziałam, wciągając powietrze nosem- ahhhh... mogłam częściej wychodzić z pałacu. Tu jest cudownie!
-Zależy z jakiej strony na to popatrzysz! Jeżeli nie wliczać ciągłych bójek , życia na bagnistych terenach, ciągłe choroby, brak higieny... to całkiem możliwe jest że tutaj jest pięknie!
-Filip, ty pesimisto!-Zawołał Gavrin.-Nie możesz się z tym pogodzić? Co?
-Z czym pogodzić? Z tym że pałac został przejęty? Ojciec Angieliny niezyje a matka została porwana? Czy może syf,kiła i mogiła? Smród i ubóstwo? To to że gnijemy tutaj jak robaki?
-Wypraszam sobie!-Wrzasną Gavrin!-Wychowałem się tutaj,to mój dom! A to nie moja wina że twoji rodzice wychowali cię na oschłego pesymiste co tylko mysli o sobie. Nie pomyślałeś czasami o Angie? Jak ona się czuje? Filip... ogarnij się w końcu i przestań pleśc trzy po trzy...
Znowu poczułam się dziwnie, tak samo jak minionego popołudnia. Nie potrzebowałam niańki, która mi mówi że wszystko co kreci się w okół mnie jest złe!
Słysząc słowa Filipa moje uczucia zostały zranione.Fakt. Był pesymistą ale odrazu nie musiał aż tak syczeć na Gavrina. Od kąd go poznał wydaje się być zazdrosny... o mnie. O mnie i moje uczucia względem jego. Pokazywał w ten sposób że nie zdąbędzie mnie tak łatwo.
Chłopaki dalej by się kłucili gdyby nie dzwięk który nie brzmiał zbyt dobrze. Po chwili zorientowałam się że za krzakami coś albo ktoś sie poruszał!
________________________________________________________________________________
I tak przectawiam państwu moje kolejne wypociny, chciałabym dodać że zmieniłam szablon bloga. Jak widzicie, teraz gustuję w kolorach czerni i brązu. Od dziś będe dodawać jakieś gify lub zdjęcia które będą nawiązywać do opowiadania. Powyzszy gif nawiązuje do spłoszonych ptaków przez tajemniczy dzwięk ,który Angie usłyszała za krzakami! Będe też dedykowała opowiadania moim znajomym, lub wam. Myślę że zmiany się podobają? No to a tylę i przepraszam za późną pore dodania rozdziału, korciło mnie!
Pozdrawiam
Kriss :*
 

niedziela, 16 listopada 2014

Taki Post

Chciałabym poinformować moich czytelników o konkursie gdzie głuwnie chodzi o napisanie os o Violetcie. Możecie wysyłać prace na violetta.polonia04@gmail.com i z chęcią przeczytam. Mamy już 6 prac które doprowadziły nas nie tylko do płaczu ale tez do uśmiechu... mam nadzieję że każdy z was wyśle nam  owoc waszej pracy :) Konkurs trwa do końca tego miesiąca :)
CZEKAMY...

A tak z innej beczki, chciałabym poinformować was o tym że niedługo w życiu Angieliny pojawią się straszne kłopoty i miłosne i zawodowe. Czy Gavrin zakocha się w księżniczce, czy Filip do tego dopuści? A co z Sinead'em? Czy on będzie chciał odszukać księżniczke i ją zabić? A czy jej matka zostanie zmuszona do ponownego za mąż pójścia?
Czytajcie kolejne rozdziały :*

Także to było takie oświadczenie :)
Pozdrawiam
Kriss:*

czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 2 cz. 2


UWAGA:Proszę przeczytać notkę pod rozdziałem, jest ona bardzo pilna!


Cała sala zaczeła krzyczeć i nim się obejżałam rebelianci już zajeli cały zamek. Gwardziści szybko zostali pojmani, widziałam to widziałam ich miny ich spojżenia-Wasza Wysokość, czas ruszać- usłyszałam głos ochroniaży. Szybko wyjełam swój notes, papierki, dokumenty,pióro i inne rzeczy i uciekłam razem z innymi osobami.
Przeszliśmy przez wchodni korytaż kierując się na frontowy plac z tyłu zamku by wejść do tajnego pomieszczenia, które prowadzi do lasu.
-Proszę się niczym nie przejmować. Niech księżniczka ucieknie z resztą osób w głąb lasu. Radziłbym się tam ukryć i zaczekac aż im się znudzi szukanie Pani.
-Tak jest- odżekłam i czym prędzej uciekliśmy od zamku. Korytaż nie był długi, był wystarczająco dobry by uciec jak najdalej. Po dzwudziestu minutach wydostalismy sie z zacuchniętego pomieszczenia i wreszcie mogliśmy odetchnąś świeżym powietrzem.
-a gdzie reszta?-zawołał Filip-gdzie się podziali?
-poszli po prowiant i wodę, która jest schowana w bunkrach. Zaraz powinni być.
-Czy ktoś wie co dzieje się z moją mamą?
Stanełam jak wryta kiedy zobaczyłam pobladłe miny na twarzach sześciu mężczyzn. Zrozumiałam że nie jest dobrze że we mnie nadzieja.
Prawie od miesiąca pałacowi gwardziści odpychali altak rebeliantów i zawsze po połowie bitwy wycofywali się z pola bitwy. Teraz zrozumiałam jak cenne były te lekcje polityki, lekcjie obrony pałacu. Rebelianci od miesiąca szykowali sie na wielki atak. Z góry było to zaplanowane.
                                                                               ~*~
Idąc tak przez las rozmyslałam nad swoim losem. Tato nieżyje, mama jest gdzieś w niewoli a mój lud teraz służyć będzie najpodlejszemu typowi w całej Irlandi- Sinead Sweeney- mój kraj a tak haniebnie potraktowany.
Z mysli wyrwał mnie łomot gałęzi gdzie po sekundzie znalałam się w wiszącej pułapce.
Zza krzaków wyłoniły się dwie osoby smiejąc się pod nosem.
-No no no... kogo my tutaj mamy... sześc dzielnych wojów i jedną samotna księżniczke.
-Nie bądz taki hop do przodu... nie jestem zabawką do poniżania!
-O proszę, proszę, proszę! Mondrala się znalazła!
-Hmmm-obrażona odwróciłam swój wzrok w drugą strone. Po pewnej chwili nie mogłam się na nich nie gapić i znowu spojżałam na nich. Jeden z nich był wysoki ,bardzo umięśniony i wbrew pozorom bardzo pewny siebie. Na sobie miał czarna koszule i spodnie dżinsowe. Na nogach miał typowe trepy o koloze zgniłej zieleni. A drugi natomiast, no cuż jego oczy błysały się zielenią... był równiez wysoki ale szczuplejszy od tego pierwszego. Jego zielona koszula i czarne dżinsowe spodnie dodawały mu majestatycznosci. On natomiast miał zwykłe trampki już trochę schodzone. Nigdy nie widziałam takiego stylu ubioru. Na ogół otoczona byłam drogimi haftami, materiałami i garniturami. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego!
Nagle zauważyłam jak ten pierwszy zamieza coś zrobić i podchodzi do drzewa a w ręku miał nuż
-C..c..co... ty robisz? -zapytałam a obaj się uśmiechneli! Siatka zleciała w dół a razem z nią my!
Obydwaj zaczeli się śmiac!
-To było takie śmieszne???- zapytałam a oni tylko westchneli, Filip i gwardziści już szykowali się aby ich zaatakować, na szczęście szybko zaaregowałam i ich powstrzymałam- "Ja to załatwie"- szepnełam a oni pokiwali głowami. Próbowałam udawać twardą i pokazać że arystokracja też umie się bronić.- Po pierwsze, zmieńcie te uśmieszki z tważy. Po drugie, kim wy w ogóle jesteście. A po trzecie i ostatnie, co was tak bawi?
-Po pierwsze, możemy zmienić te usmieszki ale nie chcemy. Po drugie jesteśmy z frakcji północnej . A po trzecie i ostatnie śmiejemy sie z ciebie. Czy to takie dziwne?
-Bardzo! Kim jesteście?
-Jeżeli to księżniczke uspokoji-powiedział żartobliwie Jeden z nich- Nazywam się Gavrin, Wasza Miłość... a to jest Devin mój brat. Miło poznać!
-Jestem Angielina... a to są Rhyan,Ailin,Conor,Sloan,Erin i Filip...
-Łał, cała obstawa dla tej jednej damy? Czyżby wycieczka po lesie?
Spojżałam na nich, westchnełam ciężko i ruszyłam ku przed siebie! Za sobą usłyszałam ciężkie kroki, był to Gavrin. Złapał mnie za nadgarstek.
-Gdzie ty leziesz?
-Daleko przed siebie!
Wyrwałam się z jego uścisku i szłam dalej. Gwardziści i Filip ruszyli za mną, za nim się nie obejżałam przede mną stał ponownie Gavrin.
-Słuchaj, czy ty na serio jesteś księżniczką?
-Tak! Jestem! A tobie nic do tego!
-Wiem ze mogę przez to zaryzykować życiem, ale co tam! Raz się żyje... ale chce wiedzieć czy ty byłaś kiedyś poza pałacem, czy trzymałaś broń w ręku czy z niej strzelałaś, czy umiesz się bronić. Słyszałem że frakcja południowa zaatakowała pałac i że któryś z nich zabił króla a drudzy uwięzili królową i ze księzniczka zdąyła uciec. Czy tak jest?
Na chwile sie zatrzymałam i popatrzyłam się mu w oczy. Wybuchła we mnie złość, złość której nigdy nie czułam. Jakaś obca osoba wspomniała o zmarłym tacie o uwięzionej mamie o tym ze południowcy zajeli mój dom. Teraz juz nie było litości!
-Posłuchaj, jeżeli chcesz przeżyć to nigdy nie mów o mojim zmarłym ojcu, uwięzionej mamie ani o przejętym pałacu ani o nowych władzach... jeżeli ci życie miłe nigdy ale to NIGDY  masz o tym nie wspominać. Czy to jest mój drogi jasne?
-J...j...j...jak s...s..s...słońce!!!
Skończyłam wymachiwać palcem w jego kierunku i zwruciłam się ku moich ludzi
-Panowie, to do kąd teraz?
-Myślę że na północ. A wy panowie?
-Najlepiej...-wtrącił się Devin... to będzie jak my wam pomożemy.
-Nicy czemu...-dodał Filip- mamy wam zaufać?
-Po pierwsze, bo tak, Po drugie my znamy się na tych lasach a po trzecie wiemy jak w tych stronach walczyć. Jak zauważyliście mamy inny styl trzymania miecz czy szably czy broni palnej w ręku!
-To ma być wymówka?-Odpowiedział pewny siebie Filip.
-Zgoda!
-Co?-zawoła Filip- Jak możesz mu zaufać, jak możesz zaufać im obydwu?
-Jakoś mogę. Tak samo jak ty mnie! Panowie prowadzcie i najlepiej by było jak byście coś opoiedzieli więcej o frakcji północnej...-Powiedziałam i ruszyłam za dwoma nowymi kolegami. Przez chwile spoglądałam na Filipa i widziałam że był zły,widziałam ze był zazdrosny...
Ciekawie się zapowiada.
Witaj Nowa Przygodo!
                                                                               ~*~
Itak się oto kończy cz 2 rozdziału 2. Cz. 3 zapowiedziana jest na niedziele późnym wieczorem. Mówiąc późnym mam na myśli godzina 22-23.
Teraz bardziej istotne rzeczy. Mianowicie chodzi mi o Konkurs na os (one shota) który organizuję z http://leonetta-love-forever.blogspot.com/ . Polega na napisaniu krótkiej historyjki, oczywiście tematyka Violetta i dowolne łączenie par. W razie jakiś pytań piszcie do mnie na gg. nr: 50613159 lub ask . Jutro może koleżanka doda posta i więcej wyjaśni.
Pamiętajcie że wasze prace przysyłajcie na mejla mojego lub Eweliny mejla także, serdecznie zapraszam do wzięcia udziału :)
Pozdrawiam i całuje
Kriss :*

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 2 cz 1

-Witaj synu!
-Wasza Wysokość...ojcze!-Powiedzia ł książe kiedy to witał się ze swoim i moim ojcem.-Już nie mogę doczekac się balu.
-Ja również mój synu, Julianie jestem poprostu zaskoczony tą wizytą tutaj!
-Cieszę się wam podoba! Naprawdę się ciesze!
-kiedy poznam waszą, córkę?
-Myślę że niebawem powinna się tutaj zjawić.
Po pewnym czasie odeszłam od tej framugi i czym prędzej udałam się w kierunku mojej  komnaty, gdy już byłam u celu chwiciłam za klamkę i weszłam do środka. Nie mineło dziesięć minut a do mojego pokoju bez pytania wszedł jeden ze strażników.
-Wasza miłosc wybaczy... ale jest Pani proszona na bal.
-To już czas?
-Owszem! Proszę za mną!
Poszłam za Gwardzistą. Mineliśmy wchodni korytaż na którym aktuanie była zmiana wartowników. Ukłoneli nam sie nisko gdy przechodziliśmy obok nich.
Wschodni korytaż mieścił osiem duzych komnat gdzie nie wolno było mi tam chodzić ale co jedyne co mi było wolno to wchodzić na taras pałacowy i bibliotekę którą tak uwielbiałam a nocami lubiałam się wpatrywać w gwiazdy.
Gdy doszlismy do dzrzwi za którymi odbywał się bal, oddźwierny stukną swoją trzy razy o podłoge i wymówił moje pełne imie i nazwisko, drzwi otworzyły się a cała sala ucichła. Czułam na sobie tysiące par oczu.
Zchodziłam powoli ze schodów w dół i próbowałam się nie zkompromitować i gdybym faktycznie upadła juz leżałabym w szpitalu, jednagże byłam przetrzymywana bezpiecznie w czyiś ramionach. Tym kimś był Książe Filip. Szczeże się do mnie uśmiechną a ja odwzajemniłam go.
-nic ci nie jest?-zapytał czule
-nie, nic! Jestem cała, dziękuje! -Rzekłam- jestem Angielina, a ty jesteś?-Udawałm głupią żeby przypadkiem nie wyjśc na podsłuchiwacza.
-Jestem książe Filip ale jednaże chyba z kąś Panienkę znam! Czy dzisiaj przypadkiem na schodach? za framugą?
-z kąd ty wiesz... przecież...jak?
Niedowieżałam z kąd Filip mógł wiedzieć że wtedy ukrywałam się za framugą? Jakim cudem?
-Następnym razem, nie wychylaj tak głowy! Co było tak ciekawego w tej rozmowie?
-Nic poprostu chciałam cię zobaczyć. Ni wielkiego!
-Rozumiem... więc zapraszam cię ze mną d rozmowy z moim ojcem i mamą! Chcą cię bliżej poznać!
-No dobrze.
Filip wzią mnie za ręke i zkierowiśmy się w strone oich i jego rozdziców. Chciałam dowiedzieć się czegoś o nim. Co lubi robić, co lbi jeść. Poprostu chciałabym wpisac się w jego historie.
                                                                           ~*~
Mama Filipa była pełna radosci i usmiechu. Czasami fajnie było z nią o jej synu pogadać. Królowa Anabella jest jakby odbiciem lustrzanym mojej mamy a natomiast ojciec Filipa-król Edgart cały czas miał na twarzy wymuszony usmiech który tak bardzo tłumił w złości. Niepewnie podał mi dłoń i uścisną tak mocno że poczułam go aż w nogach.
-"nie przejmój się moim ojcem, nie jesteś poprostu w jego typie!" -szepną mi do ucha Filip.
-Wasze Wysokości wybaczą mi na sekunde-oznajmiłam i udałam się w głąb sali.
                                                                            ~ *~
Miło mi było spotkać tylu nowych i starych twarzy. Wśród gości zauważyłam naszych premierów, francuską królową czy nawet księcia hiszpańskiego z żoną i dwoma synami!
Raczej każdy przybył by mnie zbaczyć ale, co we mnie jest takiego że chcieli mnie zobaczyć.
-Proszę,proszę!Kogo my tutaj mamy?
-Sarena? No niemożliwe!To ty?
-A niby kto? Angielina, wyglądasz bajecznie!
-Dziękuje, wzajemnie.
Serena to moja znajoma, jej rodzice kiedys popadli w dłóg i musieli pracować dla nas. Jej ojciec jest doradcą mojego ojca a jej matka jest pokojówką z którą mam nikły kontakt!
Pochodzi z Norwegi i gdyby jedno oko zmknąć a drugie przymknąc to da się to zauważyć. Jej długie bląd włosy i błękintne jak ocean oczy są tak bajeczne że przez nie zdradza swoją tożsamość.
Jej sukienka jest koloru czerwonego o razistym cieniu! Moją uwagę przyciągną znak na szyji którego nigdy nie widziałam bo nie miała. Mianowicie była to czarna róża... dziwne bo, kiedyś widziałam ten znak. Tylko z kąd?
Mniejsza o to!
Pół godziny  później , po skończonej rozmowie z Saraną poszłam w głąb sali. Nagle ktoś łapie mnie za lewe ramie i zmuszą abym się obruciła.
-Wasza Wyskość wybaczy-odezwał się gwardzista-Ale król prosi aby panienka opuściła już bal...
-Słucham?
-Doszły-zaczą drugi strażnik- Króla słuchy że w pałacu na przyjęciu grasują alianci!
-Jakim cudem?
-Tego nie wiemy ale wiemy że musimy dotrzymać obietnicy założonej Królowi
-Jakiej obietnicy?
-Że...- wartownik nie zdążył powiedzieć słowa dyż oberwał kulką w głowe!
Teraz zaczeło się piekło, alianci mordowali i więzili jeżeli było to możliwe. Zanim się nie obejżałam byłam już w bezpiecznej części zamku. Ochroniaże na tyle ile mogli chronili mnie.
-WASZA WYSOKOŚĆ PROSZE UCIEKAĆ!
-A co z moim ojcem?
-Nieżyje, pańska matka ukrywa się w bunkże. Proszę uciekać!
-A Filip?
-Angielina żyjesz?
-Filip-W tym momencie rzuciłam się mu na szyje. On widocznie się tym nieprzejmował.
CDN...
Wiem że taki od czapy ale lepszego nie mogłam wymyśleć
Pozdrwaiam
Kriss :*

czwartek, 6 listopada 2014

Informacje

Dużo osób czyta mojego bloga, jestem wam ogromnie wdzięczna za to.
Teraz zrobię krótką przerwę w pisaniu aż do poniedziałku.
Przepraszam was za to, naprawdę przepraszam.
Całuski
Kris :*

poniedziałek, 27 października 2014

ONE SHOT "Miłość Nie Rdzewieje"

Miną miesiąc.
Miną, ale od czego?
Ja i Filip już od dłuższego czasu znamy się. Jest dobrym przyjacielem. Praktycznie gdy ma czas przychodzi do mnie. I teraz też tak jest. Filip odwiedził mnie i nawet nie musiałam wiedzieć że to on gdyż z dala czułam jego perfumy.
-Oooo...-Jego zdumienie było wielkie, jak zobaczył mnie owiniętą w ręcznik na ciele i głowie-Może włożysz przynajmniej szlafrok, co?
-Oczywiscie że tak!-Poszłam do łazienki po wymienioną wyżej rzecz i wróciłam-Możesz już się odwrócić. Wasza Wysokość.
-Nie wiedziałem że jesteś zajęta.
-Nie przeszkadzasz. Co się stało?
-Myślałem że, wyjdziesz ze mną na spacer!
-Uwież że bym chciała-Jego twarz pobladła.-Mam sterte papierków do wypełnienia-wskazałam palcem na sterte kartek na moim biórku. -Przykro mi... możemy porozmawiać. Jak chcesz.
-Jak to jest.... Jak się w kimś zakochasz?
-Hm...-oparłam się o kant biórka i popatrzyłam się w strone Filipa-... ma się odczucie latania i nie tylko a czemu pytasz? Zakochałeś się?
Pamiętam jak przyżekliśmy sobie że zostaniemy tylko znajomymi i nic więcej i nie sądziłam że po tym kródkim czasie znajdzie sobię kogoś, kto zajmie moje miejsce w jego sercu.
-Owszem. I szaleję za nią.
-Gratulację, a kto to?-Powiedziałam- Znam ją?
Filip podszedł do mnie i wzią moje ręce i spojżał na mnie błagalnym tonem żebym i ja zrobiła to samo.
-Czasami...-zaczą ale urwał, Bał się widocznie mojej reakcji ale naległam żeby dokończył.-... człowiek coś przyżeknie, lecz chce to odwrócić i tak jest ze mną! Angelino! Nie wytrzymam tego... ja zakochałem się w tobie! Szaleję za tobą! Moje serce kołocze się coraz to szybciej gdy cię widzę. Proszę....-zająkał- Powiedz że czujesz to samo!.....
-Jaaa... jaaa...
Nagle nasze usta znalazły się blizej pocaunku. Zamieżałam cos z tym zrobić lecz nie mogłam,nie potrafiłam, nie umiałam oprzeć się jego pocałunków. W końcu oderwał mnie od zaświatów i przestalismy się całować
-Jestem głupi! Jak ja mogłem sądzić ze tak urocza i sliczna dziewczyna zechce mnie!-Zmieszany tą całą sytuacją usiadł na łóżku opierając ręce o kolana, chowając głowe w dłonie.- Dlaczego to zrobiłem?
-Ale co bo nie rozumiem?-zapytałam się Filipa
-Obiecałem sobię... że nie pocałuję cię, jeżeli ty nie będziesz tego chciała.
Chciałam.
-Poza tym nie było to na miejscu... przeciez mnie nie kochasz...
Teraz zdałam sobię sprawę z tego że naprawdę Filip się we mnie zakochał! Jak ja mogłam mu obiecać że będziemy TYLKO znajomymi jak ja również go kochałam.
Przyklęknełam koło niego. Położyłam na jego kolanie ręke. A on podniósł głowe gdzie widniała samotna łza.
-Słuchaj, jak byś nie zauważył to ty mi też się podobasz. -Bez wachania lekko go musnełam w usta a on chyba zrozumiał że go kocham i odwzajemnił muśnięcie tyle że bardziej przypominał pocaunek!
Zaczeliśmy się śmiać. Wzią mnie na ręce
Uległam.
                                                                           ~*~
Nie zdawałam sobię sprawy jak bardzo go kocham. Mineło zaledwie kolejnych nudnych i leniwych trzech tygodni od kiedy jesteśmy razem. Ja już nie miałam siedemnastu lat a on osiemnastu. Wkroczyliśmy w wiek bardziej dojżałych. Bardziej poważnych. I za to przeklinałam los. Co dwa miesiące, Filip musiał z jakiś przyczyn wyjeżdzać, mówiac że to są problemy rodzinne, wieżyłam mu jak zawsze. Teraz znowu musiał wyjechac ale za nim to zrobił spotkał się ze mną:
-Skarbie...-powiedział czule-muszę wyjechać. Ojciec narzeka że mało go odwiedzam, a zawsze mówie mu że mam już swoje życie. On tego nie rozumie. Dziś ostatni raz wyjadę, obiecuję!
-Jakoś, zawsze tak mówiłeś i jakoś co dwa miesiące znikałeś. Coś mi się w to nie chce wieżyć.
Wziełam głęboki wdech.
-Znowu będe sama!
-Nieprawda!-Zaprzeczył-Będe o wiele szybciej niż ci się,kochanie, zdaję.
Obużona odwróciłam się i skierowałam swój wzrok w okno. Na moim ramieniu poczułam jego dłoń a potem całe ramiona jak mnie obejmuje. Wtuliłam się w jego tors.
-Znowu muszę na ciebie czekać, znowu nie będe miała komu pomarudzić, znowu będe sama spać. Wiesz że nie przeżyję bez ciebię więcej niż dwa miesiące więc postaraj się tak w tym czasie wrócić. Uważaj na siebie.
Pocałowaliśmy się.
Lubiałam te nasze pocaunki. Pełne spokoju i nadzieji. Poczułam się jak w niebie.
...
No i wyjechał. Zostawił mnie samą jak palec. Teraz musze czekać na niego około sześdziesiąt dni.
                                                                             ~*~
Jest początek lata. Dzisiaj wraca mój mąż. Uznałam że będzie wyjątkowo jak coś dla niego przygotuję. Wstaję gwałtownie z łózka i nagle w kręci się w głowie. Jak szybko wstałam tak szybko usiadłam.
Ponowiłam próbę i wstałam jeszcze raz ale tym razem ostrozniej.
Po ostatniej nocy którą wspulnie spędziliśmy za nim znowu nie wyjechał, przezyłam cód którym od tygodnia chciałabym sie podzielić z Filipem. Szybko ubrałam się w sukienkę tak wygodną i lekką i wyszłam z pokoju. Nagle usłyszałam głosy. Schowałam sie za filarem. Podsłuchiwałam. No dobrze podsłuchiwaliśmy.
"Tylko ojcu nigdy temu nie mów, bo będzie miał do mnie żal" szepnełam do brzucha.
-Witaj synu!-rzekł mój tato do Filipa.-Jeżeli o twoją żone to spokojnie śpi sobię w swoich komnatach.-dodał-Sprawy załatwione?
-Oczywiscie, tato!
-KOCHANIE!-Wyszłam zaa filary i pobiegłam w stonę mojego męża.
-SKARBIE-Nie zauważyłam kiedy ojciec zdążył się już wycofać.-Jak tam zdrowie-mówił nie przerywając pocałunków.
-Jak narazie dobrze... Dzisiaj cały dzień idę poleniuchować na polu. Mika będzie mi toważyszyć.
-Widze że znalazłaś sobie jakieś zajecie?
-Owszem. A ty? Jak tam Teściu?
-Całkiem dobrze,ale cały czas narzeka!
-Aha.
                                                                               ~*~
Proszę Państaw, to taki mój kawałek wypocin. To tego możemy się spodziewać na końcu i środku opowiadania. Myślę że wam się spodobało?
Pozdrawiam
Kriss :*

Obserwatorzy