Miną miesiąc.
Miną, ale od czego?
Ja i Filip już od dłuższego czasu znamy się. Jest dobrym przyjacielem. Praktycznie gdy ma czas przychodzi do mnie. I teraz też tak jest. Filip odwiedził mnie i nawet nie musiałam wiedzieć że to on gdyż z dala czułam jego perfumy.
-Oooo...-Jego zdumienie było wielkie, jak zobaczył mnie owiniętą w ręcznik na ciele i głowie-Może włożysz przynajmniej szlafrok, co?
-Oczywiscie że tak!-Poszłam do łazienki po wymienioną wyżej rzecz i wróciłam-Możesz już się odwrócić. Wasza Wysokość.
-Nie wiedziałem że jesteś zajęta.
-Nie przeszkadzasz. Co się stało?
-Myślałem że, wyjdziesz ze mną na spacer!
-Uwież że bym chciała-Jego twarz pobladła.-Mam sterte papierków do wypełnienia-wskazałam palcem na sterte kartek na moim biórku. -Przykro mi... możemy porozmawiać. Jak chcesz.
-Jak to jest.... Jak się w kimś zakochasz?
-Hm...-oparłam się o kant biórka i popatrzyłam się w strone Filipa-... ma się odczucie latania i nie tylko a czemu pytasz? Zakochałeś się?
Pamiętam jak przyżekliśmy sobie że zostaniemy tylko znajomymi i nic więcej i nie sądziłam że po tym kródkim czasie znajdzie sobię kogoś, kto zajmie moje miejsce w jego sercu.
-Owszem. I szaleję za nią.
-Gratulację, a kto to?-Powiedziałam- Znam ją?
Filip podszedł do mnie i wzią moje ręce i spojżał na mnie błagalnym tonem żebym i ja zrobiła to samo.
-Czasami...-zaczą ale urwał, Bał się widocznie mojej reakcji ale naległam żeby dokończył.-... człowiek coś przyżeknie, lecz chce to odwrócić i tak jest ze mną! Angelino! Nie wytrzymam tego... ja zakochałem się w tobie! Szaleję za tobą! Moje serce kołocze się coraz to szybciej gdy cię widzę. Proszę....-zająkał- Powiedz że czujesz to samo!.....
-Jaaa... jaaa...
Nagle nasze usta znalazły się blizej pocaunku. Zamieżałam cos z tym zrobić lecz nie mogłam,nie potrafiłam, nie umiałam oprzeć się jego pocałunków. W końcu oderwał mnie od zaświatów i przestalismy się całować
-Jestem głupi! Jak ja mogłem sądzić ze tak urocza i sliczna dziewczyna zechce mnie!-Zmieszany tą całą sytuacją usiadł na łóżku opierając ręce o kolana, chowając głowe w dłonie.- Dlaczego to zrobiłem?
-Ale co bo nie rozumiem?-zapytałam się Filipa
-Obiecałem sobię... że nie pocałuję cię, jeżeli ty nie będziesz tego chciała.
Chciałam.
-Poza tym nie było to na miejscu... przeciez mnie nie kochasz...
Teraz zdałam sobię sprawę z tego że naprawdę Filip się we mnie zakochał! Jak ja mogłam mu obiecać że będziemy TYLKO znajomymi jak ja również go kochałam.
Przyklęknełam koło niego. Położyłam na jego kolanie ręke. A on podniósł głowe gdzie widniała samotna łza.
-Słuchaj, jak byś nie zauważył to ty mi też się podobasz. -Bez wachania lekko go musnełam w usta a on chyba zrozumiał że go kocham i odwzajemnił muśnięcie tyle że bardziej przypominał pocaunek!
Zaczeliśmy się śmiać. Wzią mnie na ręce
Uległam.
~*~
Nie zdawałam sobię sprawy jak bardzo go kocham. Mineło zaledwie kolejnych nudnych i leniwych trzech tygodni od kiedy jesteśmy razem. Ja już nie miałam siedemnastu lat a on osiemnastu. Wkroczyliśmy w wiek bardziej dojżałych. Bardziej poważnych. I za to przeklinałam los. Co dwa miesiące, Filip musiał z jakiś przyczyn wyjeżdzać, mówiac że to są problemy rodzinne, wieżyłam mu jak zawsze. Teraz znowu musiał wyjechac ale za nim to zrobił spotkał się ze mną:
-Skarbie...-powiedział czule-muszę wyjechać. Ojciec narzeka że mało go odwiedzam, a zawsze mówie mu że mam już swoje życie. On tego nie rozumie. Dziś ostatni raz wyjadę, obiecuję!
-Jakoś, zawsze tak mówiłeś i jakoś co dwa miesiące znikałeś. Coś mi się w to nie chce wieżyć.
Wziełam głęboki wdech.
-Znowu będe sama!
-Nieprawda!-Zaprzeczył-Będe o wiele szybciej niż ci się,kochanie, zdaję.
Obużona odwróciłam się i skierowałam swój wzrok w okno. Na moim ramieniu poczułam jego dłoń a potem całe ramiona jak mnie obejmuje. Wtuliłam się w jego tors.
-Znowu muszę na ciebie czekać, znowu nie będe miała komu pomarudzić, znowu będe sama spać. Wiesz że nie przeżyję bez ciebię więcej niż dwa miesiące więc postaraj się tak w tym czasie wrócić. Uważaj na siebie.
Pocałowaliśmy się.
Lubiałam te nasze pocaunki. Pełne spokoju i nadzieji. Poczułam się jak w niebie.
...
No i wyjechał. Zostawił mnie samą jak palec. Teraz musze czekać na niego około sześdziesiąt dni.
~*~
Jest początek lata. Dzisiaj wraca mój mąż. Uznałam że będzie wyjątkowo jak coś dla niego przygotuję. Wstaję gwałtownie z łózka i nagle w kręci się w głowie. Jak szybko wstałam tak szybko usiadłam.
Ponowiłam próbę i wstałam jeszcze raz ale tym razem ostrozniej.
Po ostatniej nocy którą wspulnie spędziliśmy za nim znowu nie wyjechał, przezyłam cód którym od tygodnia chciałabym sie podzielić z Filipem. Szybko ubrałam się w sukienkę tak wygodną i lekką i wyszłam z pokoju. Nagle usłyszałam głosy. Schowałam sie za filarem. Podsłuchiwałam. No dobrze podsłuchiwaliśmy.
"Tylko ojcu nigdy temu nie mów, bo będzie miał do mnie żal" szepnełam do brzucha.
-Witaj synu!-rzekł mój tato do Filipa.-Jeżeli o twoją żone to spokojnie śpi sobię w swoich komnatach.-dodał-Sprawy załatwione?
-Oczywiscie, tato!
-KOCHANIE!-Wyszłam zaa filary i pobiegłam w stonę mojego męża.
-SKARBIE-Nie zauważyłam kiedy ojciec zdążył się już wycofać.-Jak tam zdrowie-mówił nie przerywając pocałunków.
-Jak narazie dobrze... Dzisiaj cały dzień idę poleniuchować na polu. Mika będzie mi toważyszyć.
-Widze że znalazłaś sobie jakieś zajecie?
-Owszem. A ty? Jak tam Teściu?
-Całkiem dobrze,ale cały czas narzeka!
-Aha.
~*~
Proszę Państaw, to taki mój kawałek wypocin. To tego możemy się spodziewać na końcu i środku opowiadania. Myślę że wam się spodobało?
Pozdrawiam
Kriss :*
poniedziałek, 27 października 2014
niedziela, 26 października 2014
Rozdział 1
Bitwa się zaczeła.
-Chrońcie księżniczke-zawołał któryś z gwardzistów-Chrońcie Kryształów.WASZA WYSOKOŚĆ! SCHOWAJ SIĘ!
Tym razem napad był kródki ale po mimo grozy która wisiała w powietrzu zrobiłam tak jak mi kazano. Ja, Vera i Mica ukryłyśmy się za najbliższą skałą.
-Może im pomożemy?-zawołała Vera,już znudzona tą walką-Przecież TYLKO pomożemy-Jej wzrok utkwił na moim, nie zniosłam tego więc jak najszybciej odwróciłam go w inną strone.
Wziełam głęboki wdech i:
-Świetny pomysł!-Wtąciłam się. W moim głosie brzmiała powaga-Może jeszcze oddamy im kryształy?Myślmy racjonalnie!
-Przestań! Przecież oni nie dają sobie rady!-Dodała Mica
-No właśnie... Co nam szkodzi?
- Dużo... poza tym, wpakowałybyśmy się w poważne kłopoty!-Miałam już uledz na prośbę dziewczynom i zgodzić się na urzycie kryształów ale nie zdążyłam mrugnąc powiekami a już słyszałam wiwaty i okrzyki radości, więc wychyliłam lekko głowe i zobaczyłam naszych cieszących się z wygranej . Podniosłam wyżej głowe i z wymalowanym uśmiechem na twarzy dodałam - No dziewczyny... widać że nie dla nas takie walki.
-Z kąd... wiedziałaś? Co tym razem zrobiłaś?
-A to ja wam nie mówiłam? Mój tato zainwestował w wojsko... To tylko sto dwadzieścia żołnieży więcej plus obozy szkoleniowe poza krajem :)
-No i po zabawie- dodała Mica, widocznie zmieszana tą sytułacją- Świat gorszego niż ten momentu nie widział...
-WASZA WYSOKOŚĆ-zawołał porucznik gwardi-CZY WASZEJ WYSOKOŚCI NIC NIE JEST?
-Narazie nic, jak pan będzie się tak ciągle się drzeć to napewno ogłuchnę!
-Pański ojciec już się dowiedział i chce żeby Panienka wytłumaczyła się ...
-Mój ojciec nic nie widział i nic nie słyszał, a panu panie poruczniku radziłabym zainwestować w zatyczki do uszu. Gdy pan ciągnie za spust spluwy prosze je zakładać. To jest mój rozkaz, jeżeli król powie że nie wolno to proszę do ignorować. Ja się tym zajmę!
-TAK JEST... wasza wysokość!
~*~
-Ilu ich było?-zapytał się mój ojciec następnego dnia rano przy śniadaniu.
- Dwudziestu, sir! Co gorsza byli bardziej uzbrojeni.-Z kąd mieli nową BROŃ- ojciec walną dłonią o stół aż jedzenie podskoczyło.Widocznie nie posiadał się ze szczęścia-A ty, co o tym sądzisz córko?
Przełknełam jedzenie
-Myślę że musieli je splądrować!
-Hmmm...-mój ojciec porządnie się zastanowił-Odchądząc od tematu. Jak tam kandydaci na męża?
Zatkało mnie od środka
-Nie...nie chcę jeszcze się żenić!
Wkurzona wyszłam z jadalni nie zwracając uwagi na protokół. Zmęczona ciągłymi pytaniami ojca położyłam się u siebie w łóżku, myśląc jak kiedyś będzie wyglądała moja przeszłość.
~*~
Był wieczór. Postanowiłam go spędzić tylko i wyłącznie sama. Wiedziałam że kiedyś będe musiał się żenić ale jeszcze nie teraz. Ile ja mam lat? Ile jeszcze razy będe przerabiać z ojcem że jes za wcześnie.
Moje myśli przerwało pukanie. Chciałam już łapać za klamke ale drzwi same się otworzyły i bez pytania do mojego pokoju wszedł mój ojciec.
-Tak nie może być!
-Pyta się o wejście! Wiesz. Czego chcesz?
-Mam dość! Ciągle zwlekasz z tym ślubem.Tak nie może być!
-Mam siedemnaście lat! Tato! Nikt normalny nie bierze w tym wieku ślubu... no ty jesteś wyjątkiem!-powiedziałam niepewnie- poza tym nie chcę się żenić z przymusu! Ja nie jestem tobą a ty nie jesteś mną! Musisz to w końcu zrozumieć, tato!
-To jest twój obowiązek-powiedział spokojnie mój tato- musisz wiedzieć że musisz spłodzić następce...
-Oczywiście wiem, ale to jak dla mnie za wcześnie!
Tato głęboko westchną!
-Myślałem... że jesteś taka jak ja. Że zwasze zdecydowana i stanowcza ale teraz wiem że jesteś uparta zupełnie jak twoja mama.
-Tato... wiesz że cię kocham.
-Wiem skarbie... jutro przyjeżdza król Rudolf z synem Filipem. Król jest moim wieloletnim znajomym, jego syn jest od ciebie o rok starszy. Prosiłbym cię zebyś...-mój tato urwał zdanie- go chociaż poznała
-Obiecuje że się postaram.
-No dobrze, już ci nie przeszkadzam. Dobranoc.
Mój tato wyszedł z pokoju i teraz już mogłam iść spać
~*~
Nazajutrz musiałam wczesnie wstać, gdyż dzisiaj na bal specjalnie przyjechał krół z synem z północy. Mam nadzieję że nie będe zmuszona za niego wyjść. Najpier go poznam a potem zobaczy się co będzie dalej. Dwadzieścia minut wczesniej wpadła do mnie Vera i Mica aby poplotkować. Przy okazji pokazałam im moją sukienkę.
Jest długa,lekka i kioloru łososiowego. Jej trzy czwarte rękawy zostały uszyte z białej koronki. Jest niesamowita. Pokojówki naprawdę się postarały! OCH!
Wciągnełam powietrze i je wypuściłam oglądając się w lustrze aby mieć pewnosć że wszystko jest dobrze i ze nie popełnie błędu.
Ostatni rzut oka na zegarek i dwadzieścia minut do przyjazdu monarchi z północy. Założyłam buty na małym obcasie i trzask drzwi.
~*~
-Więc, to jest pałac w którym się wychowywałeś.-powiedział facet z kozią bródką do mojego taty a ja nadsłuchiwałam tej całej rozmowy za jednej z filar-Bracie. Jak to jest możliwe że się zgodziła?
-Rudolfie, ile razy mam ci mówić żebyś mnie tak nie nazywał-powiedział mój tato- Poza tym obiecała że go pozna, nie bądz aż taki pewny!
-No dobrze-najwidoczniej to był król Rudolf i najwidoczniej maży żeby jego syn orzenił się ze mną- Nie to miałem na myśli.
Już chciałam wyjś z ukrycia ale zauważyłam wyłaniającą się postać o bujnie bajecznej fryzuże i zębach wyszczeżonych w moim kierunku.
Miał ubrany na sobie garnitur o kolorze czarnym jak smoła. Był bardzo pewny siebie. Nie ukryje że moja twarz nabrała szczęścia.
Zakochałam się.
__________________________________________________________________________________
Witam was, to nowe opowiadanie które mam nadzieję przeczytaćie. Prosiłabym o kometarze i odwiedziny. Chcecie Next? Niema sprawy.
Pozdrawiam
Kriss :*
-Chrońcie księżniczke-zawołał któryś z gwardzistów-Chrońcie Kryształów.WASZA WYSOKOŚĆ! SCHOWAJ SIĘ!
Tym razem napad był kródki ale po mimo grozy która wisiała w powietrzu zrobiłam tak jak mi kazano. Ja, Vera i Mica ukryłyśmy się za najbliższą skałą.
-Może im pomożemy?-zawołała Vera,już znudzona tą walką-Przecież TYLKO pomożemy-Jej wzrok utkwił na moim, nie zniosłam tego więc jak najszybciej odwróciłam go w inną strone.
Wziełam głęboki wdech i:
-Świetny pomysł!-Wtąciłam się. W moim głosie brzmiała powaga-Może jeszcze oddamy im kryształy?Myślmy racjonalnie!
-Przestań! Przecież oni nie dają sobie rady!-Dodała Mica
-No właśnie... Co nam szkodzi?
- Dużo... poza tym, wpakowałybyśmy się w poważne kłopoty!-Miałam już uledz na prośbę dziewczynom i zgodzić się na urzycie kryształów ale nie zdążyłam mrugnąc powiekami a już słyszałam wiwaty i okrzyki radości, więc wychyliłam lekko głowe i zobaczyłam naszych cieszących się z wygranej . Podniosłam wyżej głowe i z wymalowanym uśmiechem na twarzy dodałam - No dziewczyny... widać że nie dla nas takie walki.
-Z kąd... wiedziałaś? Co tym razem zrobiłaś?
-A to ja wam nie mówiłam? Mój tato zainwestował w wojsko... To tylko sto dwadzieścia żołnieży więcej plus obozy szkoleniowe poza krajem :)
-No i po zabawie- dodała Mica, widocznie zmieszana tą sytułacją- Świat gorszego niż ten momentu nie widział...
-WASZA WYSOKOŚĆ-zawołał porucznik gwardi-CZY WASZEJ WYSOKOŚCI NIC NIE JEST?
-Narazie nic, jak pan będzie się tak ciągle się drzeć to napewno ogłuchnę!
-Pański ojciec już się dowiedział i chce żeby Panienka wytłumaczyła się ...
-Mój ojciec nic nie widział i nic nie słyszał, a panu panie poruczniku radziłabym zainwestować w zatyczki do uszu. Gdy pan ciągnie za spust spluwy prosze je zakładać. To jest mój rozkaz, jeżeli król powie że nie wolno to proszę do ignorować. Ja się tym zajmę!
-TAK JEST... wasza wysokość!
~*~
-Ilu ich było?-zapytał się mój ojciec następnego dnia rano przy śniadaniu.
- Dwudziestu, sir! Co gorsza byli bardziej uzbrojeni.-Z kąd mieli nową BROŃ- ojciec walną dłonią o stół aż jedzenie podskoczyło.Widocznie nie posiadał się ze szczęścia-A ty, co o tym sądzisz córko?
Przełknełam jedzenie
-Myślę że musieli je splądrować!
-Hmmm...-mój ojciec porządnie się zastanowił-Odchądząc od tematu. Jak tam kandydaci na męża?
Zatkało mnie od środka
-Nie...nie chcę jeszcze się żenić!
Wkurzona wyszłam z jadalni nie zwracając uwagi na protokół. Zmęczona ciągłymi pytaniami ojca położyłam się u siebie w łóżku, myśląc jak kiedyś będzie wyglądała moja przeszłość.
~*~
Był wieczór. Postanowiłam go spędzić tylko i wyłącznie sama. Wiedziałam że kiedyś będe musiał się żenić ale jeszcze nie teraz. Ile ja mam lat? Ile jeszcze razy będe przerabiać z ojcem że jes za wcześnie.
Moje myśli przerwało pukanie. Chciałam już łapać za klamke ale drzwi same się otworzyły i bez pytania do mojego pokoju wszedł mój ojciec.
-Tak nie może być!
-Pyta się o wejście! Wiesz. Czego chcesz?
-Mam dość! Ciągle zwlekasz z tym ślubem.Tak nie może być!
-Mam siedemnaście lat! Tato! Nikt normalny nie bierze w tym wieku ślubu... no ty jesteś wyjątkiem!-powiedziałam niepewnie- poza tym nie chcę się żenić z przymusu! Ja nie jestem tobą a ty nie jesteś mną! Musisz to w końcu zrozumieć, tato!
-To jest twój obowiązek-powiedział spokojnie mój tato- musisz wiedzieć że musisz spłodzić następce...
-Oczywiście wiem, ale to jak dla mnie za wcześnie!
Tato głęboko westchną!
-Myślałem... że jesteś taka jak ja. Że zwasze zdecydowana i stanowcza ale teraz wiem że jesteś uparta zupełnie jak twoja mama.
-Tato... wiesz że cię kocham.
-Wiem skarbie... jutro przyjeżdza król Rudolf z synem Filipem. Król jest moim wieloletnim znajomym, jego syn jest od ciebie o rok starszy. Prosiłbym cię zebyś...-mój tato urwał zdanie- go chociaż poznała
-Obiecuje że się postaram.
-No dobrze, już ci nie przeszkadzam. Dobranoc.
Mój tato wyszedł z pokoju i teraz już mogłam iść spać
~*~
Nazajutrz musiałam wczesnie wstać, gdyż dzisiaj na bal specjalnie przyjechał krół z synem z północy. Mam nadzieję że nie będe zmuszona za niego wyjść. Najpier go poznam a potem zobaczy się co będzie dalej. Dwadzieścia minut wczesniej wpadła do mnie Vera i Mica aby poplotkować. Przy okazji pokazałam im moją sukienkę.
Jest długa,lekka i kioloru łososiowego. Jej trzy czwarte rękawy zostały uszyte z białej koronki. Jest niesamowita. Pokojówki naprawdę się postarały! OCH!
Wciągnełam powietrze i je wypuściłam oglądając się w lustrze aby mieć pewnosć że wszystko jest dobrze i ze nie popełnie błędu.
Ostatni rzut oka na zegarek i dwadzieścia minut do przyjazdu monarchi z północy. Założyłam buty na małym obcasie i trzask drzwi.
~*~
-Więc, to jest pałac w którym się wychowywałeś.-powiedział facet z kozią bródką do mojego taty a ja nadsłuchiwałam tej całej rozmowy za jednej z filar-Bracie. Jak to jest możliwe że się zgodziła?
-Rudolfie, ile razy mam ci mówić żebyś mnie tak nie nazywał-powiedział mój tato- Poza tym obiecała że go pozna, nie bądz aż taki pewny!
-No dobrze-najwidoczniej to był król Rudolf i najwidoczniej maży żeby jego syn orzenił się ze mną- Nie to miałem na myśli.
Już chciałam wyjś z ukrycia ale zauważyłam wyłaniającą się postać o bujnie bajecznej fryzuże i zębach wyszczeżonych w moim kierunku.
Miał ubrany na sobie garnitur o kolorze czarnym jak smoła. Był bardzo pewny siebie. Nie ukryje że moja twarz nabrała szczęścia.
Zakochałam się.
__________________________________________________________________________________
Witam was, to nowe opowiadanie które mam nadzieję przeczytaćie. Prosiłabym o kometarze i odwiedziny. Chcecie Next? Niema sprawy.
Pozdrawiam
Kriss :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)